Wczoraj po godzinie 16:00 zaczęło się jak przed innymi burzami, lecz niestety tym razem było inaczej. Już po wszystkim kiedy działały telefony, moje teściowa, która no nie jest już taka młoda stwierdziła , że nigdy w życiu czegoś takiego nie widziała. Co prawda zaraz stwierdziłem że jest jeszcze za młoda i za mało widziała ( jakieś plusy muszę łapać ..co nie.? ) ale to o czymś świadczy. Tak już całkiem poważnie, masakra. Na naszym ostatnim piętrze mamy właz na dach i oczywiście administracji nie przyjdzie do głowy że może, choć spadał już kilka razy przy mniejszych burzach, spaść i jeżeli trafiłby w przechodzącą osobę……..nie chcę nawet myśleć. Kiedyś poinformowałem, że kupię dwie kłódki a administracja zamontuje tak aby zamykać właz na te właśnie kłódki
. Jak powiedziałem tak zrobiłem i co najważniejsze przyszedł Pan z administracji zrobił pięknie i „klapa” jak potocznie mówimy została tak zabezpieczona, że nie miała prawa się oderwać. Klucze znajdowały się w administracji i w naszym mieszkaniu. Chciałem też jeden przekazać sąsiadce gdyby któregoś z nas nie było w domu i napisać kartkę na tablicy informacyjnej. Niestety nawet nie zdążyłem tego zrobić. Przyszedł jakiś ostro myślący gość z „Netia Interbit”, to firma która między innymi dostarcza do tego bloku internet a na dachu mają swoją antenę. Gdy zobaczył kłódki nie
pofatygował się aby zadzwonić do administracji, tylko jak przystało na myślącego wyrwał „klapę” i po wyjście zawiązał na jakiś kawałek drutu i po krzyku. Kłódki tez zginęły. No i kicha………oczywiście jak to u nas bywa nikt z tego powodu nie musiał nawet się tłumaczyć. Wczoraj przy tej nawałnicy oczywiście usłyszeliśmy huk i kiedy wyszliśmy a korytarz …….właz otwarty, na klatkę padał grad i co tam jeszcze z góry leciało, a pokrywa jakimś cudem utrzymywała się na jakiejś lince. Wziąłem drabinę i chciałem umieścić pokrywę na swoim miejscu oraz zabezpieczyć……jednak optymista ze mnie. Próbując wejść na drabinę, tak dostałem gradem po głowie, że musiałem sobie odpuścić. Dosłownie chciało mnie zdmuchnąć z drabiny, a ten ogrom wody wlewał się na klatkę schodową. Pojawili się sąsiedzi i przy ich pomocy drugie podejście się udało.
Zabezpieczyłem czym tylko mogłem obwiązałem ale nie mam pewności że przy następnej, ( choć myślę że już takiej nie będzie ) nawałnicy, nie będzie podobnego problemu. Kiedyś w innym dziale spróbuje opisać naszą administrację i ludzi tam pracujących, z kierownikiem włącznie…też masakra, ale to innym razem.
Mateuszek całą nawałnicę siedział praktycznie w oknie. Cieszymy się że nie przejawia nadmiernego strachu, nie zdając sobie do końca sprawy, co się za tym oknem działo i czy to groziło.
Kochani nikogo nie chcę straszyć ale dzisiaj w różnych miejscach kraju może być podobnie, oby nie gorzej………..uważajcie na siebie.
P.S. zapraszam do galerii, tam umieściłem kilka zdjęć po nawałnicy za stroną : Tczewski Portal

Popularity: 59%









