Witam
Już tyle zostało powiedziane o tej nieprawdopodobnej tragedii w ostatnich dniach, dniach żałoby, dlatego nie będę zbytnio rozwijał tego tematu. To były i nadal są bardzo ciężkie chwile dla wszystkich.
Nasza rodzina przeżyła bardzo, bardzo tę tragedię i jak większość nigdy o tych którzy tak tragicznie zginęli, nie zapomnimy.
Cześć ich pamięci.
Trochę zaległości odnośnie właściciela strony, Mateuszka.
Jak pisałem wcześniej katar który go tak bardzo męczył już się na szczęście skończył, ale cały czas schodzi mu to co po nim pozostało. Mateuszek nie umie jeszcze sam wydmuchać noska. Nawet bliska nam osoba z wirtualnej jak dotąd znajomości zwróciła nam uwagę, że jako prawie czterolatek powinien już to robić. Być może za bardzo się z nim „cackamy” ( tak nie powiedziała ale z tego tak wynikało ) i dlatego nie potrafi.
Zastanowiły mnie te słowa i pomyślałem że być może coś przeoczyliśmy i faktycznie to nasza wina.
Człowiek w tym całym natłoku wielu zadań i sytuacji, faktycznie może postępować nie tak jak trzeba, nie w tym czasie.
Próbowaliśmy go uczyć już bardzo dawno i cały czas próbujemy. Sam Mateuszek się stara, ale nie potrafi. Nie potrafi dmuchać noskiem. Czy faktycznie inne dzieci w tym wieku i w większości już to potrafią?
Napiszcie proszę, jeżeli tak to bardzo chętnie widziane byłyby jakieś rady?
W każdym bądź razie cały czas stara się odkaszleć pozostałości, a ja się wzdrygam ze strachu przy każdym kaszlu. Doszedłem już do wniosku, że moje nerwy są na jakieś krańcowej granicy wytrzymałości. Doszło już do tego że przy byle stuknięciu wstaję i biegnę do pokoju Mateuszka myśląc że się uderzył czy przewrócił a „serducho” tak wali że ……..hej… ciężko tak żyć ale co zrobić?
- Mateuszek i mukowiscydoza – walka do końca o jego życie z wiarą w to że się uda, bo jakże inaczej?
- błaganie Was kochani o pomoc abyście nas nie opuszczali, bo zginiemy i jednocześnie wstyd, że tak jest, że sami nie dajemy rady…….nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo to przeżywam, jak bardzo boli że jestem takim nieudacznikiem.
- moje kłopoty zdrowotne, wielkie kłopoty…….zabrano mi rentę ( jak już pewnie wiecie ) po 12 latach i w tej chwili jestem bez środków do życia, a muszę zażywać leki za około 200 zł miesięcznie……..jak to zrobić? Czuję się jak pasożyt. Tylko żona pracuje…….potwornie to przeżywam, a żaden lekarz nie zaryzykuje dać mi zgody na pracę……zresztą przy mojej chorobie i objawach to niemożliwe, ale jak boli taka sytuacja.
- bardzo się denerwuję bo dzisiaj mamy wezwanie do Spółdzielni Mieszkaniowej , gdzie od lat zalegamy z czynszem……wpłacamy co prawda co miesiąc większą część ale nie dajemy rady płacić w tej chwili całości stąd nie możemy nadgonić zaległości. Mam nadzieję, że nas nie eksmitują bo to byłby już koniec. Bardzo się tym denerwuję.
- samochód, jedyne okno Mateuszka na świat, podarowany przez cudownych ludzi w pierwszym roku choroby Mateuszka…….niestety sypie się całkowicie i nie wiem co dalej. Nie wyobrażam sobie znowu problemów z dojazdem na wizyty kontrolne i gdziekolwiek …..przy zakazie poruszania się miejskimi środkami lokomocji …..to też nieprawdopodobny problem
- w końcu zamartwianie się o pozostałych członków rodziny i jak wszyscy przecież tak i ja żyję ich problemami, cieszę się ich sukcesami ale i bardzo przeżywam porażki i kłopoty, a tych jest ostatnio zdecydowanie więcej.
Reasumując, ciężko to wszystko ogarnąć stąd pewnie nerwy napięte do granic wytrzymałości, a mukowiscydoza nie poczeka na poprawę warunków. Ta wstrętna znienawidzona, „mukojędza” nie da Mateuszkowi spokoju a tym samym nam wszystkim.
Jak tak można długo żyć i wytrzymać nieprawdopodobny stres? Do tego doszła jeszcze ta ostatnia tragedia narodowa, którą przeżyłem bardzo i nadal przeżywam. Taki już jestem i pewnie za stary by się zmienić.
Przepraszam za moje tak intymne wynurzenia, ale tak się w tej chwili czuję i jak zawsze szczerze o tym piszę.
Pozdrawiam serdecznie wyrażając nadzieję że czujecie się o wiele lepiej.
Marek
Popularity: 74%













